inne:  Informator Forum Galeria

Witamy

w internetowym wydaniu "Gazety miechowskiej". Strony te są aktualizowane równocześnie z ukazywaniem się "Gazety" w sprzedaży ...
Strona główna

Kontakt z redakcją:

tel/fax: (041) 383 40 26
Plac Kościuszki 7/28
32-200 Miechów

Numery archiwalne:

2003 202 201 200 199 198 196 195 194 193 192 191 190 189 188 187 186 185 184 183 182 181 180 179 178 177 176 175 174 173 172 171 170 169 168 167 166 165 164 163 162 161 160 159 158 157 156 155 154 153 150 149 148 147 146 145 144 143 142 141 140 139 138 137 136 135 134 133 132 131 130 129 128 127 126 125 124 123 122 121 120 119 118 117 116 114 113 112 111 110 109 108 106 105 104 103 102 101 100 99 98 97 96 95
Rozbicie więzienia w Miechowie
Jest druga połowa stycznia 1945 roku. Ziemia miechowska odzyskuje niepodległość. W Miechowie, mieście powiatowym organizuje się nowa władza, ściśle kontrolowana przez aparat NKWD.
Najbardziej liczny jest Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego z siedzibą przy ulicy Jagiellońskiej. Zdecydowana większość jego pracowników to członkowie byłej placówki AL w Janowicach z jej dowódcą Janem Maślągiem. Ich działania od pierwszej chwili ukierunkowane są na aresztowanie wszystkich członków Armii Krajowej. Tempo aresztowań jest tak duże, że cele w PUBP szybko się zapełniają i jest konieczność utworzenia więzienia przy ulicy Wolbromskiej. Obchodzenie się z aresztowanymi jest poniżej ludzkich zachowań. Oto jak opisuje w swoich wspomnieniach aresztowanie kolegi, łączniczka „Młodego Orła” członek AK, Krystyna Lubaszkówna.
- „ Staszka Nocunia tak pobili, że jak go przewozili do Miechowa to krew kapała z wozu po drodze. Pela na głos użalała się nad nim. Ktoś doniósł milicji i na drugi dzień wezwali ją na posterunek i tam skazali ją na karę chłosty, za to, że współczuła „bandycie”. Wyrok wykonało dwóch parobków z MO”.
Nie minęło kilkanaście tygodni a więzienie zapełniło się aresztowanymi AK-owcami oraz ich rodzinami. W więzieniu znalazł się między innymi Jan Molęda ps. ”Trzaska”, Józef Śliwa ps. „Józwa”, Stoksik Józef ps. „Czarny”. Szczególnym torturom poddawali UB-owcy dwóch pierwszych. „Trzaska” to wyjątkowo odważny partyzant, dowódca plutonu Samodzielnego Batalionu Partyzanckiego „Suszarnia” 106 DP AK. To on w biały dzień, wraz z 4 kolegami, 24.06 1943 r. na głównej ulicy Miechowa, wykonał wyrok śmierci na znienawidzonym komendancie policji granatowej, volksdeutschu - Kazimierzu Nowaku.
Przesłuchania wymienionych zmierzały do skazania ich na śmierć lub w najlepszym przypadku na wysłanie na „białe niedźwiedzie”. O zamiarach UB, „Trzaska” grypsem powiadomił mjr. Juliana Malinowskiego, ps. „Słowik” oraz por. Juliana Sochę, ps. „Dźwig”. Obaj postanowili niezwłocznie podjąć przygotowania do uwolnienia więzionych członków Armii Krajowej. Kierownictwo akcji przejął por. Julian Socha, ps.”Dźwig”. Przygotowano broń, która była zakonspirowana, wyznaczono około 60 ludzi do akcji i analizowano informacje od wtyczki w Urzędzie Bezpieczeństwa – Bolesława Kozłowskiego ps. „Kolka”.
Nadeszła upragniona noc z 24 na 25 kwietnia 1945 r. Mury więzienia zadrżały i dał się słyszeć ogromny wybuch. Ten moment tak opisuje w swoich wspomnieniach Jan Molęda, ps. „Trzaska”: „Mury zatrzęsły się w całym więzieniu. Odezwały się serie z karabinów maszynowych ze wszystkich stron więzienia. Granaty rozrywały się na placu, rzucane przez partyzantów. Rakiety oświetlały cały teren – usłyszałem nawet, że na dachu więziennym odzywa się karabin maszynowy. Co się działo wówczas w celach – trudno opisać. Ogień był tak przygniatający wroga, że nie mógł nawet pomyśleć, aby podjąć jakąkolwiek obronę. A za chwilę już krzyk na korytarzu: „Trzaska”, „Śliwa”, gdzie jesteście?. A my znów waliliśmy w drzwi – tutaj, cela numer cztery i za moment już drzwi wyważają sztangami i łomami i po minucie cela otwarta. Chłopcy informują nas – uciekać przez kuchnię, tam jest mur rozwalony. Ja wyskoczyłem pierwszy z celi i krzyknąłem - siostra „Olgierda” Krysia siedzi pod dwójką. Na korytarzu „Sawa” dobiega i daje mi pistolet (siódemkę). Biegnę przez kuchnię i widzę por. „Dźwiga” na zewnątrz przy dziurze w wywalonej ścianie. Rzuciłem się i całowałem go serdecznie, a on wręczył mi pistolet maszynowy MP. Zwróciłem się do „Dźwiga” aby rozbito wszystkie cele, odpowiedział mi – nie martw się, całe więzienie będzie uwolnione. Nie wiem, czy trwało 20 minut, a wszystkie cele zostały rozbite. Partyzanci opuszczając więzienie zameldowali „Dźwigowi”, że rozkaz wykonali, wszystkie cele rozbite”.
Na umówiony sygnał „Dźwiga” następuje wycofanie wszystkich do odległego o 2 km miejsca zbiórki. Tam nastąpił podział na trzy grupy, które miały udać się w kierunku lasów klonowskich i sancygniowskich a trzecia w kierunku Krakowa. „Trzaska” udał się z grupą w kierunku lasów sancygniowskich. Trasa marszu wiodła przez wieś Brzuchania skąd pochodził uwolniony Julian Krawczyk. Kiedy podeszli pod dom Krawczyka jego ojciec zaprosił wszystkich na herbatę. „Trzaska” umęczony marszem skorzystał z zaproszenia. Po wypiciu gorącej herbaty, wyszedł z domu i ze zdziwieniem zobaczył, że UB-owcy otaczają dom Krawczyka. Wśród ścigających rozpoznał Maśląga i Wołoszyna najbardziej znienawidzonych oprawców UB. Krzyknął głośno na pozostałych i klucząc wśród zabudowań wybiegł w pole w kierunku lasu. Po przebiegnięciu blisko 100 metrów usłyszał obok siebie świszczące kule strzelających UB-owców. Udało mu się jednak zbiec. Przez wiele dni ukrywał się w Krakowie w mieszkaniu siostry porucznika AK, pracownika WUBP. Mieszkanie było usytuowane na drugim piętrze, a na parterze mieścił się WUBP. Osaczeni członkowie AK w wyniku przewagi ścigających poddali się. Tadeusz Równiak ps. „Bór” nie chcąc powtórnie dostać się do więzienia popełnił samobójstwo, rozrywając się granatem.
Większość złapanych uciekinierów, UB zawiozło do Krakowa do WUBP przy Placu Inwalidów. Tam poddano ich torturom żądając informacji o tym kto był organizatorem i o pozostałych szczegółach rozbicia więzienia. Pracownicy UB z maksymalnym zaangażowaniem poszukiwali zbiegłych. Jeżeli zbiegły miał rodzeństwo to go aresztowali i żądali zgłoszenia się uciekiniera. Stanisław Nocuń ps. „Głuszec”(wcześniej opisane jego aresztowanie), po ucieczce zakonspirował się tak, że nie był uchwytny dla poszukujących. Po kilkudniowych poszukiwaniach aresztowano jego brata Mieczysława. Ogłoszono, że zostanie wypuszczony po zgłoszeniu się „Głuszca”. Ponieważ Stanisław się nie zgłosił UB-owcy zamordowali Mieczysława a ciało zakopali na chłopskim polu we wsi Święcice. Pozostałe dwie grupy miały więcej szczęścia. Zachowując wszelkie środki ostrożności, zmyliły pościg i dotarły do przygotowanych kryjówek.
Zuchwałe rozbicie więzienia miechowskiego była dyshonorem dla władz partyjnych w Miechowie. Oto jak ówczesny sekretarz Komitetu Powiatowego PPR, były członek placówki AL w Janowicach, Norbert Michta, opisuje to zdarzenie w swojej książce „Z lat walki”(str.213) – „ O północy napastnicy przy pomocy trotylu dokonali wyłomu w jednej ze ścian więzienia, wtargnęli do wnętrza, obezwładnili wartownika i pootwierali cele. Jednak tylko część aresztantów skorzystała z możliwości ucieczki. Natychmiast zorganizowano pościg i osaczono kilku członków bandy we wsi Brzuchania, w czasie sutej libacji zakropionej zrabowanym z gorzelni w Mianocicach spirytusem. Zaskoczeni próbowali bronić się ogniem, przy czym niektórzy z nich schronili się w piwnicy. Część więźniów, uzbrojona już w międzyczasie przez bandę, schroniła się w zagajniku obok wsi, ale w sytuacji bez wyjścia poddała się i złożyła broń”.
Jak można zauważyć z tego opisu, członkowie AK to pijacy i złodzieje.
Nastąpiła zaostrzona nagonka na członków Armii Krajowej oraz członków PSL. „Rodzime podziemie” jak wówczas ich nazywała nowa władza, różnymi sposobami broniło się przed bezprawiem oprawców z Urzędu Bezpieczeństwa. Do nieudanego zamachu na siebie przyznaje się N. Michta w swojej książce „Z lat walki” (str.215)”. Na najbardziej zaciekłym wrogu członków AK – Janie Maślągu wykonano wyrok śmierci 8 października 1946 r. w miejscowości Antolka.
Z perspektywy 61 lat jakie minęły od tego wydarzenia można zadać sobie pytanie: Jak możliwe było tak głębokie podzielenie przez NKWD naszego narodu, że doprowadziło to do wojny domowej? Jeszcze kilka miesięcy wcześniej AK i AL. prowadziło wspólną walkę w obronie Republiki Partyzanckiej. Rodziło to nadzieje, że po wyzwoleniu osiągniemy wspólny język i będziemy silniejsi doświadczeniami okrutnej wojny. Sądzę, że doświadczenia z tego czasu zaowocowały dopiero, gdy tworzyliśmy III Rzeczpospolitą. Daliśmy przykład wielu krajom w rozwiązywaniu trudnych problemów społeczno – politycznych.
Czesław Oczkowicz
« powrót

Adres Redakcji:

Miechów, Plac Kościuszki 7/28
telefon/fax: (041) 383-40-26
e-mail: k.olchawa@op.pl

Gazetę redaguje i wydaje:

Kazimierz Olchawa we współpracy z samorządami Miechowszczyzny.

Współpracownicy: Włodzimierz Barczyński, Krzysztof Capiga, Monika Czekaj, Jolanta Dróżdż, Anna Grządziel, Małgorzata Kusarek, Grażyna Łysek, Fryderyk Markiewicz, Adam Miska, Paweł Miś, Ryszard Nasada, Katarzyna Olchawa, Paweł Olchawa, Stanisław Piwowarski, Mirosław Pogoń, Elżbieta Szopa, Marek Szopa, Krzysztof Świerczek, Anna Wąwoźna, Wojciech Waśniowski, Jan Włudarczyk, Tadeusz Zaich, Jan Żebrak, Józef Żelaśkiewicz - Warszawa

Zamieszczamy ogłoszenia drobne i reklamy. Ceny: 1 cm2 - 40 gr., ogłoszenia drobne - 1 słowo - 30 gr. Za treść reklam i ogłoszeń Redakcja nie odpowiada.

"Gazeta Miechowska" zrzeszona jest w Polskim Stwarzyszeniu Prasy Lokalnej w Krakowie i Stowarzyszeniu Polskich Mediów w Warszawie.

2000-2019© Copyright by Studio Reklamy s.c. » o serwisie | » o autorach | » licencja serwisu | » reklama u nas